Kocia Biżuteria

Temat: Smieszne historie z dziecinstwa.. ;)
Smieszne historie z dziecinstwa.. ;)
Od malego bylam "aparatka". Przypomnialo mi sie dzisiaj jak na swoje urodziny
i imieniny wyjezdzalam do cioci na wies i z okazji tychze swiat robilam
przedstawienia dla sasiadow i soltysa: spiewanie piosenek, wierszyki, zabawy
i takie tam. Ludzie na wsi mieli pelno roboty, ale chetnie przychodzili do
cioci na ogrod zeby mnie poogladac ;D
Gdy bylam w pierwszej klasie podstawowki byl pierwszy dzien wiosny, a ja do
szkoly mialam na 12.35. Jako ze do szkoly mialam blisko przyszlam sobie
szybciej i widze, ze dzieciaki jakos tak roznie poprzebierane sa. Pobieglam
wiec do domu, ubralam ubrania mojego taty, kredka do makijazu narysowalam
sobie zarost zeby wygladac jak facet i pobieglam czym predzej do szkoly.
Oczywiscie spoznilam sie na pierwsza lekcje i jakiez bylo moje zdziwienie jak
weszlam do klasy i tylko ja bylam przebrana. Dzieciaki razem z nauczycielka
mialy niezly ubaw ;D
Mieliscie kiedys takie smieszne sytuacje? Co robiliscie smiesznego, z czego
dzisiaj sie smiejecie? Ja jeszcze np. wozilam w wozku psy i koty :D
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,16,66041225,66041225,Smieszne_historie_z_dziecinstwa_.html



Temat: być może niemądre pytanie..
moze i nie umie...

ja pierwszy rok wspominam barzdo miło ale do czynników
utraudniających życie na początku właczylabym emocje:
1) wszystko jest nowe, trochę się ręce trzęsa na poczatku przy
przewijaniu etc to co się potem staje rutyną

2) osłabienie fizyczne po porodzie plus huśtawka hormonalna. mój mąz
niby był 2 tygodnie ale pierwszego dnia gdy wrócialam ze szpitala
musiał wyjśc - i wtedy płakalam rzewnymi łzami bo nie miałam siły
wstac do malucha a ona płakała, nie miałam siły nosić przerażalo
mnie to

3) na poczatku kiepsko jest ze spaniem. W nocy pobudka co 2-3 h, w
dzień spanie tez nieprzewidywalne raz 20 min raz 4 h . Ja nie
umiałam odespać nocnych braków w dzień bo od drzemek po 30 min bylo
mi tylko gorzej.

4) nieco męcząca nieprzewidywalnośc malucha. chcecie wyjść a ono
wali kupe tzreba przebrać, Chcesz wyjśc na spacer dziecko usypia.

5) hmm nie uwielbiam kretyńskiego włóoczenia się z wózkiem po parku.
Tzn lubie raz na tydzięń ale nie dzień w dzień. poprzdenie dziecko
urodzialm w grudniu, pierwsyz spacer w styczniu, w mairę cszybko
przysżła wiosna i bylo lepiej (można było na spacerze np. poczytać)
ale jakoś tym razme się boję długiej paskudnej zimy.

6) zdecydownaie polecam towarzystwo! nie przetrwałabym tego okresu
bez utraty zdrowia psychicznego gdybym nie miała koleżanek rodzących
w tym samym zcasie. Tzn zarówno znajomych realnych jak i później
poznanych w realu koleżanek z forum. chodzi mi o stały kontaky jak i
towarzystwo spacerowe.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,49737,78827421,78827421,byc_moze_niemadre_pytanie_.html


Temat: zniszczylismy 1 dzien WIOSNY
mam 37 lat i bedac w podstawowce i w liceum obchodzilismy pierwszy dzien wiosny
jako dzien wagarowicza a takze dzien zakochanych zeby nas zatrzymac w szkole
nauczyciele pozwalali nam na przebranie sie w dziwaczne stroje i na rozne
wyglupy w szkole zabawa byla przednia moja nastoletnia corka z przykroscia
stwierdzam nie kultywuje tej tradycji ulegla mediom i komercji
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,29,38905863,38905863,zniszczylismy_1_dzien_WIOSNY.html


Temat: Czy starając się o kolejne dziecko zwracałyście...
mama-008 napisała:
wiec bardzo bym chciala aby nasze 2 dziecko tez
> jakos na wiosne sie urodziło. przyjemniej sie wtesy spedza czas na
> swiezym powietrzu i mozna wlasciwie caly dzien ( z przerwami na
> jedzonko) spedzic na zewnątrz

No właśnie dla mnie też te spacery są ważną rzeczą.Syn koleżanki
(urodzony w październiku) na pierwszym spacerze był w kwietniu
(!!!).Świeże powietrze łykał tylko jak go przenosili z auta do domu
i z domu do auta.Zwyczajnie jej się nie chciało wychodzić z małym na
spacery i efekt jest taki że mały teraz non stop choruje.
No i wydaje mi się że wiosenne i letnie dzieci są mniej chorowite
(bo dużo są na świezym powietrzu).Zimowe dzieciaczki jeśli dużo
czasu spędzaja na podwórku też są zahartowane ale trzeba faktycznie
dbać o to żeby dziecko zabierać na spacery.Mój pierwszy był
krzykaczem i gdyby urodził się w zimie pewnie rzadko bym z nim
wychodziła na spacer.A tak,latem, problem był mniejszy.Wkładałam go
tylko do wózka i szłam na spacer.Jak się darł to go wyjmowałam i
niosłam na rękach,jak ulał (bardzo dużo ulewał) to wystarczyło w
domu przebrać bodziaki i znów mogłam iśc na podwórko.Czasem tak
szybko jak go wzięłam na dwór to tak samo szybko go zabierałam go do
domu bo płakał jak oszalały.No i jak sobie pomyśle że zimą miałabym
ubierać takiego krzykacza a potem zaraz brać go do domu to wiem że
to zniechęciłoby mnie do spacerów.

Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,566,105996278,105996278,Czy_starajac_sie_o_kolejne_dziecko_zwracalyscie_.html


Temat: Byli uczniowie Liceum im. Żeromskiego oceniają ...
kalofilia | moj zerom | matura 2001
uwaga, post sentymentalny!
nie wiem jak jest teraz, wiec sie nie wymadrzam. kiedys bylo tak:

w 2000 roku ukazala sie w Zeromie gazeta "Kalofilia". byla w calosci poswiecona
kupie i sraniu w ujeciu zartobliwym. wywiady z grupa poetycka "odór riders" i
przedruki ich wybranych utworów, gowienny horoskop, ankieta "pisuar czy sedes",
psychotest "jaka jestes w ubikacji?", opowiadanie o srajacym chirurgu, oficjalna
lista gowien wg klubu milosnikow defekacji, komiks z kupa, odpowiedzi na pytania
czytelnikow. gazetke te wykonalo wspolnie 15 osob z klasy IIIg, w ramach lekcji
bibliotecznych, pod nadzorem pani bibliotekarki. gazetka zdobyla sobie wielu
zwolennikow wsrod uczniow. paru tepoglowych nauczycieli sie oburzylo i probowalo
wywolac afere, co bardziej kumaci usmiechneli sie do siebie, co odwazniejsi
poprosili o egzemplarz na pamiatke, a moja polonistka, pani Helis, powiedziala,
ze podoba sie jej, bo "momentami bardzo sprawie napisane" ;)

poza tym Zerom to dla mnie pierwsza powazna dziewczyna, tanie wina do utraty
przytomnosci w dzien nauczyciela i powrot do domu w butach ojca kolegi,
przebranie za "zyda, masona i cykliste" w dzien wiosny 2001, sabotaz radiowezla
prowadzonego przez dresiarzy i pare innych akcji o ktorych nie dzisiaj i nie na
tym forum.

dzisiaj Zerom to dla mnie znajomi z ktorymi czesto spedzam wolne likendowe
chwile, w tym 3 przyjaznie na cale zycie. moi przyjaciele i znajomi zeromszczacy
to ludzie z otwartymi glowami, liderzy srodowisk akademickich i lokalnych,
odnajdujacy sie z powodzeniem w wielu branzach, srodowiskach i spolecznosciach.
kiedys kwiat kieleckiej mlodziezy, dzisiaj ludzie sukcesu na wylocie ze studiow
na najbardziej wymagajacych kierunkach: prawo, biznes, architektura,
informatyka, medycyna, jezyki na najlepszych uniwersytetach. stypendia, wyjazdy
miedzynarodowe, strome sciezki karier w polsce i za granica. ludzie kreatywni, o
szerokich horyzontach, obyci, wrazliwi na kulture, liderzy. przede wszystkim
jednak ludzie z ktorymi znajduje zawsze wspolny jezyk i nigdy nie poprzestaje na
1 piwie.

wtedy nauczyciele dzielili sie na kumatych i niekumatych. tak samo uczniowie.
sadze, ze i teraz ten dychotomiczny podzial nie stracil na aktualnosci. jak
podejrzewam, podobnie bylo za czasow herlinga-grudzinskiego i za 100 lat bedzie
tak samo. nie jestem fanem biadolenia, zalamywania rak i powtarzania "ktos
powinien cos zrobic". wsrod moich przyjaciol i znajomych z Zeromskiego tez nie
widze takiej postawy, choc pewnie sa i tacy absolwenci.


zeromszczacy, sapere aude!
Zerom is what you make of it.
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,60,40458075,40458075,Byli_uczniowie_Liceum_im_Zeromskiego_oceniaja_.html


Temat: I LO im. Adama Mickiewicza
ralston napisał(a):

> Dzięki za pozdrowienia. Ale może byś tak jeszcze coś dopisała? Jakieś
> wspomnienia? Fajni ludzie/nauczyciele/zabawne historie ze szkoły...

To prawda, że w I LO nie jest lekko, ale też to prawda, że jest co wspominać -
być może jak wszyscy abiturienci innych szkół mają swoje cudowne wspomnienia...
Ale każdy chwali swoje.
Bardzo miło wspominam - z upływem czasu prof. Kostecką, choć było naprawdę
ciężko. Kochana prof. Szulborska, która tak bardzo starała się pomóc polubić j.
rosyjski, nawet nawiązywaliśmy znajomości z rówieśnikami zza wschodniej granicy.
Ale za to na studiach nie było żadnego problemu z j. rosyjskim... Prof. Ugolik,
który piastował zastępstwo za Prof. Szymczuka - prof. Szymczuk potrafił
doprowadzać do szewskiej pasji swoimi plusami i minusami, ale okazało się, że
warto, bo nawet w klasie humanistycznej można nauczyć ludzi liczenia. Prof.
Malik, nasza wychowawczyni, którą bardzo serdecznie pozdrawiam - nauczyła
geografii i życia (w pozytywnym tego słowa znaczeniu - o ile ktoś miał zaufanie
zwrócić się do Niej o pomoc). A wszyscy, nauczyciele - mimo
pedagogicznenego "despotyzmu" - na finiszu szkoły okazali się być bardzo uczciwi
i ludzcy: pozornie nie okazywane "ludzkie" uczucia podczas klasówek i odpytywań,
zaprocentowały na koniec docenieniem wysiłku włożonym przez te całe cztery lata.
Nie było żadnego problemu z przygotowaniem się do matury i jej zdaniem. Naprawdę.
A dzięki temu było bardzo miło i sympatycznie.
Z rozrzewnieneim przypominam sobie nasze przebrania na Pierwszy Dzień Wiosny
(nikt mnie nie poznał z klasy, ani z nauczycieli!:-)), ekscentryczne panie
bibliotekarki, radiowęzeł Mieszka Jareckiego, który w (mojej) pierwszej klasie
agitował jeszcze do ZSMP..., a na 1 Maja była sprawdzana obecność na pudełku
zapałek przez prof. Malik (oczywiście przed pochodem, bo po to już nie było co
sprawdzać). Przypominam sobie też kategoryczny zakaz noszenia biżuterii przez
dziewczyny, a na pewno przed biologią (u prof. Kosteckiej) było zdejmowanie
kolczyków... I nie można było zaczynać zdania od "A więc..." u prof. Maja.
Chciałabym bardzo jeszcze raz kiedyś przekroczyć mury tej szkoły, ale trochę
obawiam się - nie wiem, czy ktoś Tam jeszcze mnie pamięta i czy moje wspomnienia
wytrzymają próbę czasu z realnym dzisiejszym wyglądem Jedynki, z jej atmosferą
teraźniejszą.
A więc do przeczytania... !-)))
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,52,1800796,1800796,I_LO_im_Adama_Mickiewicza.html


Temat: zniszczylismy 1 dzien WIOSNY
Ale o co chodzi?
Sory, na tym zimnie miałam stać i wołać:" O, jak mi dobrze, pierwszy dzień
wiosny "
przebrana za słonecznik
i czekać aż mnie policja zgarnie i "odprowadzi" do szkoły??
Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,29,38905863,38905863,zniszczylismy_1_dzien_WIOSNY.html


Temat: a propos obowiązkowych mundurków...
Mogę się tylko podpisać.

Po pierwsze - moi synowie (lat 6 i 8) po przyjściu ze szkoły się przebierają. Bo
ciuchy nie nadają się do dalszego noszenia. Nie zdarza się, żeby na drugi dzień
zakładali to samo - chyba, że jest lato i pranie szybko schnie. Część ciuchów
kupuję w lumpeksie za grosze, przynajmniej mi nie szkoda. Ponadto młodzi bardzo
szybko rosną - ciuchy kupione we wrześniu na wiosnę są już przyciasne. Zatem w
ciągu roku musiałabym kupić co najmniej kilka kompletów. Nie bardzo zatem widzę,
jakim sposobem na mundurkach miałabym zaoszczędzić. A co dopiero rodziny,
których dzieci noszą ubrania po starszym rodzeństwie, które mają sponsorowane
obiady w szkole, bo rodziców nie stać na sześć złotych dziennie, które nie mają
podręczników, bo to za duży wydatek. Jeśli nawet opieka społeczna im te mundurki
da, to wyobraźcie sobie, jak będzie, przepraszam bardzo, śmierdzieć takie
dziecko chodzące cały tydzień w tym samym łachu - bo skąd wziąć na drugi komplet
na przebranie? Świetne niwelowanie różnic społecznych, naprawdę.

I druga poruszona tu sprawa - egzekwowalność. Moim zdaniem szanse są zerowe.
Owszem, znam parę szkół mundurkowych, jednak są one zawsze nieobowiązkowe - albo
prywatne, skąd dziecko można usunąć, jeśli nie przestrzega regulaminu, albo
ponadgimnazjalne, gdzie jak wyżej. A rejonowe podstawówki i gimnazja? Nie można
zrobić NIC poza ewentualnym obniżeniem sprawowania. Szkoła _musi_ wpuścić
dziecko na lekcje, nawet jeśli jest nieodpowiednio ubrane. Nie można też ucznia
usunąć, bo nei ma dokąd (chociaż minister dużo mówił o jakichś specjalnych
ośrodkach wychowawczych, i jak zwykle skończyło się na słowach).

Tyle Giertych trąbił o komórkach w szkołach, a jak myślicie, co się zmieniło?
Nic. Kompletnie nic. Jeśli nauczyciel potrafi utrzymać dyscyplinę, nie ma
problemu. Jeśli ma z tym kłopoty - uczniowie (zwłaszcza gimnazjaliści) i tak
wyciągają telefony na lekcjach i nic sobie nie robią z uwag. To samo będzie z
mundurkami - dostosują się ci, z którymi problemów i tak nie ma.

Debilizm. Kolejna fasadowa reforma i malowanie trawników na zielono.


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,571,60693732,60693732,a_propos_obowiazkowych_mundurkow_.html


Temat: Odpieluchowanie zimą na dworze
Odpieluchowanie zimą na dworze
Mam troje dzieci, ale starsza dwójka była rodzona tak, że odpieluchowanie
przypadało na wiosnę - lato, więc nie było problemu. Teraz odpieluchowuję
najmłodszego pierwszy raz jesień - zima no i na dworze jest jak jest. Po domu
chodzi od dawna bez pieluchy, zakładam mu tylko na noc i do spania w dzień, a
po spaniu często zdarza się, że jest sucha, rano zrywa się od razu na nocnik -
i tak jest w zasadzie od października, czyli już ładnych parę miesięcy. Młody
ma teraz dwa lata z groszami. W domu temat pieluchy nie jest problemem.

Ale nie mam pomysłu, jak technicznie rozwiązać wyjścia na dwór i jazdę
samochodem, zwłaszcza, ze mieszkamy pod miastem i jeżeli już gdzieś jedziemy
autem, to nie jest 5 minut. Parę razy po prostu zapomniałam mu założyć
pieluchę przed wyjściem, to wracałam na cito z dzieckiem w przesikanym na
wylot kombinezonie na mrozie, bo na dworze panicz marznie i zbiera mu się na
sikanie a jakoś wtedy nie chce zgłaszać, bo się przyzwyczaił, że na dworze się
sika do pieluchy. Nauczka z mokrym i zimnym kombinezonem jakoś nie pomogła.
Żeby nie mieć kłopotu, zakładam mu na wyjścia pieluchę, bo ani wysadzić na
dworze, bo mróz i kombinezon, ani przebrać. Ale jeżeli dzień wygląda tak, że
starszy idzie do przedszkola, to:
- zdejmuję mu nocną pieluche, zakładam drugą bo wychodzimy odwieźć brata do
przedszkola.
- wracamy, zdejmuję pieluchę, za chwilę mu zakładam, bo idziemy na spacer
- potem mu zakładam do spania
- potem mu znowu zakładam, bo jedziemy po brata do przedszkola


i w ten sposób młody właściwie jest cały dzień w pielusze i zwyczajnie
zapomina, że ma zgłaszać siku.

Jakieś pomysły z praktyki, jak to rozwiązać o tej porze roku?


Źródło: forum.gazeta.pl/forum/w,566,107577936,107577936,Odpieluchowanie_zima_na_dworze.html









Formularz

POst

Post*

**Add some explanations if needed